Pretekstem do odwiedzenia Koszalina, były organizowane w konspiracji przed solenizantem, urodziny Zbyszka, na których nie mogliśmy się nie stawić. Wanda do Koszalina pojechała już z samego rana, a ja z Alaską dojechaliśmy popołudniowym pociągiem. Tym razem na dworzec udajemy się bez pomocy samochodu, co zajmuje nam niecałe 40 minut.

Urodziny były pełne emocji i … tą część zostawmy wspomnieniom tych co byli 🙂 Następnego dnia mieliśmy ruszyć się gdzieś pojeździć, ale zmęczenie dało się we znaki i jedynie z Piotrkiem pojechaliśmy wybiegać Alaskę na Górę Chełmską.

A tak jak zwykle przeszczęśliwa.

Póki można było jechać jakoś bokiem po liściach czy śniegu, nie było źle, ale od połowy trasy zostało nam już tylko pchanie rowerów. A potem zaliczyłem glebę i zjechałem po lodzie dobre 20 metrów w dół nie mogąc się po drodze nigdzie zatrzymać.

No cóż, nie było łatwo.

Kolejnego dnia na śniadanie Zbyszek zaserwował nam kaszę jaglaną, z prażonym (nieco zwęglonym przeze mnie) słonecznikiem, awokado, suszoną morelą i jajkiem sadzonym. Mmmmm.

I całą bandą ruszamy na rybkę do Unieścia.





Kutry na coraz skromniejszej plaży w Unieściu.

Pierwsza reakcja Alaski na ten ogrom wody.

Ale jak to bywa podczas naszych spotkań, że co my się nie wykąpiemy? A kto by się przejmował brakiem kąpielówek czy ręcznika.

I kolejna reakcja Alaski już jak najbardziej prawidłowa, pójdzie za mną nawet do wody 🙂


A potem będzie z radości podgryzać palce.

Rozgrzewka po kąpieli.

Diablica.



Kupiliśmy jej w nagrodę rybkę, dwa filety z Dorsza, ale jakoś nie była nimi zainteresowana, co innego Mewy.

Tam odbyła się o nie regularna bitwa.

Najedzeni wracamy do Koszalina.

Tym razem z Alaską jedzie Wanda.

Nie wiem co Ptaku jadł na obiad, ale działało cały czas 🙂

U Seby i Gosi także.

Piotrek.

Błękitny patrol WWF.



Fajnie jest co jakiś czas odwiedzić przyjaciół w Koszalinie. Szczególnie imprezę w komunie na Wyspiańskiego będziemy długo i miło wspominać.
Najnowsze komentarze