Po wysoczyźnie polanowskiej

Po ostatniej dość męczącej wycieczce ze względu na ilość km, ten weekend miał być nieco mniej męczący… miał być, tyle że przecież pojechaliśmy w okolice Polanowa. Ilość km faktycznie spadła, za to ilość górek do pokonania mocno wzrosła.

Startujemy z Żydowa i jedziemy na nocleg nad Radwią, gdzieś w okolicach mostu kolejowego, pod którym znajduje się miejsce do odpoczynku.  Nasze krótkie ognisko, dziewczynom chciało się spać jeszcze przed startem z Żydowa, trwało gdzieś jedynie do około pierwszej w nocy 🙂

Ranek dość pochmurny, ale na szczęście suchy.

Jadąc w kierunku Polanowa Wanda prowadzi nas do pozostałości po taranie wodnym.

Z jednej strony widzimy zabudowania w Chociminie, a gdy zrobimy obrót o 180 stopni, to możemy podziwiać Torfowisko Soligeniczne Bagno Wietrzno.

Na nasze szczęście takie odcinki zdarzały się dość rzadko.

 Zbyszek podobnie jak i Korba najbardziej zadowoleni byli z tarana wodnego.

Dalej jedziemy przez Chocimino, ten czerwony budynek wygląda na młyn, a ten bardziej brzydki to dwór 🙂

Dalej asfaltem jedziemy do Wietrzna zobaczyć znajdujący się na wzgórzu pałac, w którym kiedyś mieściła się szkoła szwajcarska.

No to zielonym szlakiem w kierunku Polanowa.

Polanów, robimy zakupy i w drogę w kierunku noclegu.

Za Polanowem mimo późnej godziny Wanda ze Zbyszkiem urządzili sobie zabawę „kto znajdzie lepszy skrót” 🙂

Więc było pchanie po lesie, zarówno pod górę jak i w dół, zjazd wąwozem (to mój udział w zabawie) przekraczanie drogi wojewódzkiej ogrodzonej barierami energochłonnymi i znowu pchanie pod górę, tym razem po piachu 🙂

Na koniec do zabawy dołączył Grelus i ostatni skrót robiliśmy po podmokłej łące w kierunku kładki nad rzeką Grabową.

Tam czekało na nas ognisko i znajome twarze 🙂

I jak zwykle zaczęło się gotowanie, tym razem danie na bakłażanach.

Naszą miejscówką noclegową było miejsce dla kajakarzy. Kajakarzy brak, ale za to z rana zjawili się panowie z ASG (pistoletami na małe kuleczki) którzy poszli bawić się w wojnę 🙂

My tymczasem pojechaliśmy do Buszyna zobaczyć pozostałości po starym niemieckim cmentarzu.

Dalej w kierunku nasypu kolejowego zobaczyć ruiny po dworcu kolejowym.

Z tego potężnego budynku została już tylko niemal podbudowa.

Ale za to 50 metrów dalej jest miejsce odpoczynkowe z fantastycznym widokiem na okolicę.

W gości przyszedł do nas taki młody piesek 🙂

Pepi ten kawaler chyba nie za bardzo przypadł do gustu.

Ten wzrok mówi wszystko.

Nasz nowy kolega poszedł do domu, a my pojechaliśmy dalej.

Zbyszek zdobywca.

Z jednej strony nie jesteśmy zadowoleni z nadmiernej wycinki drzew, ale z drugiej gdy robią to w takim pagórkowatym terenie, to tworzą się piękne widoki.

Droga na mapie wyglądała, jakby ją Grelus dodał, w terenie też w jego stylu. No nic, idziemy do pałacu od zaplecza.

Ale za to pałac w Wieluniu pięknie odrestaurowany. Tylko okazało się, że na końcu jest brama, która na nasze szczęście nie była zamknięta na kłódkę.

Po drugiej stronie drogi jest kościół Chrystusa Króla i fajnie zorganizowane miejsce odpoczynkowe nad j. Wielin.

Przed nami przeszły dwa dość spore Jelenie.

Dalej lasem w kierunku Starego Folusza. Oj nocowało się tu kiedyś 🙂

Rzeka Pustynka.

Znajdziemy tutaj tablice opowiadające o historii tego miejsca, jak i takie przygotowane w PAINTcie 🙂

Za Starym Foluszem żegnamy się ze Zbyszkiem, który jedzie w kierunku linii kolejowej by dostać się na wieczór do Koszalina.

 

A my pokonując ostatnie przeszkody wracamy do Żydowa.

Jak ktoś nie jeździł jeszcze po tych okolicach to szczerze polecamy. Nie będzie łatwo, ale znajdzie się tu jeszcze sporo ciekawych miejsc do zobaczenia.

Komentarze

komentarzy