Testujemy z Alaską Babboe

Cały czas poszukujemy optymalnego rozwiązania na przewożenie psa podczas naszych wycieczek rowerowych. Na Święcie Cyklicznym w Szczecinie mieliśmy okazję wypróbować razem z Alaską Bawoła (Babboe), jak potocznie mówią o nim członkowie Rowerowego Szczecina, no i okazało się że pies jedzie bez wydawania zbędnych dźwięków (znaczy się nie ujada bez powodu machając do tego ogonem), w porównaniu do jazdy w przyczepce z tyłu za nami. Więc pożyczamy Bawoła (mogą go za darmowy wypożyczać osoby związane z Rowerowym Szczecinem) i zaraz po pracy ruszamy na popołudniową wycieczkę. Ale żeby nie było za lekko przetestujemy go zarówno w mieście jak i w lesie. Wygłodniali po pracy jedziemy na obiad do Tanowa, a przy okazji poszukać pozostałości po rodzie von Ramin.

Ruszamy ostro z kopyta, by po chwili jednak zatrzymać się na postój bo nad nami przechodzi potężna ulewa.

Alaska siedzi w miarę spokojnie, miejsca ma tam aż nadto, a ponieważ wszystko dookoła budzi jej zainteresowania mamy spokój, jest dobrze 🙂

Czekając na spóźnialskiego Wojtka, robimy kilka zdjęć wśród parującej po ulewie wody.

Jedziemy na Głębokie, a potem lasem do Bartoszewa. Droga przez las idzie dość sprawnie, pomimo że Bawół nie jest zwrotnym rowerem, przednie kółko ma dość ograniczoną zwrotność, to jednak wprawiony rowerzysta poradzi sobie nawet na wąskich ścieżynkach. Jazda na pusto po leśnych drogach nie sprawia w zasadzie większego problemu, choć oczywiście widać różnicę w porównaniu do jazdy normalnym rowerem.

Jesteśmy w Tanowie, nieco głodni, a tu okazuje się, że  knajpkę nam zamknęli. No to co, spożywczak po drugiej stronie ulicy i lecimy poszukać pozostałości po rodzie von Ramin.

Babboe City, jak się okazuje radzi sobie także w terenie.

Rower dla całej rodziny? No w końcu ma te 80 kg dopuszczalnej ładowności 😉

Wujek Grelus przyczaił się na zdjęcie, a wtedy dopadła go Alaska 🙂

Test kałuży 🙂 hmmm… a gdyby ta skrzynia była tak skonstruowana, że nie nabierała by wody od dołu, to czy można by nim pływać po jeziorze??? 🙂

Pozostałości po Pałacu.

Dużo okazalej wygląda cmentarz.

Sporo ciekawych informacji na ten temat można znaleźć tutaj: http://zamkilubuskie.pl/gunice-gunnitz/

Ludzie w parku podczas spaceru pytają skąd ten pies ma taka piękną i błyszczącą sierść. Ano z kąpieli błotnych 🙂 Borowina, torfy… no cóż o psa trzeba dbać 🙂

Droga powrotna do Bartoszewa przebiega już raczej w deszczu.

Za to w Bartoszewie w knajpce spotykamy Janusza z Jackiem 🙂 no to z tymi dwoma gadułami to wpadliśmy jak śliwka w kompot… 🙂 tylko znowu nie za bardzo jest co zjeść, ponieważ jest tylko właściciel i jedyne co potrafi przyrządzić to piwo z kija i frytki.

Podsumowując wycieczkę pod kątem Babboe to:

  • Babboe prowadzi się podobnie do tandemu, płynie sobie spokojnie po drodze tylko trzeba włożyć trochę siły w jego rozpędzenie,
  • pierwszy raz bez większego problemu zrobiliśmy z Alaską około 20 km kiedy była przewożona w skrzyni (bo drugie 20 przebiegła) i nie stanowiło to żadnego problemu, nie szczeka bez powodu, no ale zasada jest ta sama co podczas biegania przy rowerze, ona jedzie na przedzie 🙂
  • Babboe City daje radę zarówno w lesie jak i mieście, aczkolwiek niekoniecznie jest to najlepsze rozwiązanie, owszem można ale trzeba w to włożyć sporo siły, więc chyba poszukamy jakiegoś lepszego roweru Cargo, przede wszystkim bardziej zwrotnego i lżejszego,
  • wiadomo, że Babboe City jest do miasta, ale chyba nie takiego górzystego jak Szczecin, jazda pod górę jest dość mocno odczuwalna, a dla niewprawionego rowerzysty może być drogą przez mękę, aczkolwiek po prostej gdy się rozpędzi to prowadzi się bardzo przyzwoicie. Mankamentem może być tylna piasta (Nexus 8) która słabo wytrzymuje dość mocne przeciążenia i powoli zaczyna się na niektórych biegach ślizgać, no cóż Szczecin to nie Holandia. No i siodełko, niestety nie jest to Brooks tylko jakieś takie kanapowe i po zrobieniu 40 km można sobie odparzyć tyłek, no ale kto będzie robił nim 40 km po mieście z dzieciakami i workiem ziemniaków, więc może nie ma się co czepiać 🙂
  • za to fajne jest to, że po zatrzymaniu roweru i postawieniu na nóżkach nie musimy się martwic co zrobić z psem, bo ten ciągle siedzi w środku, a roweru sam z miejsca nie ruszy, jest to dla nas bardzo wygodne w porównaniu od psa przymocowanego na amortyzatorze do normalnego roweru.

Tyle z naszych krótkich doświadczeń. Spodobało nam się wykorzystanie roweru cargo pod kątem podróżowania z psem, może nie na krótkie weekendowe wycieczki, ale na dłuższe wyprawy będzie to na pewno wygodniejsze rozwiązanie.

Komentarze

komentarzy