Kolejowym szlakiem z Solvesborg do Olofstrom

Kolejny ciekawy etap naszej wyprawy czekał nas do miasta Solvesborg, do którego wjechaliśmy przez ten ciekawy most.

Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała.

Solvesborg.

Jest zimno i deszczowo, więc szybko ulatniamy się z miasta na szlak, aby gdzieś w miarę blisko poszukać miejsca na nocleg. Natrafiamy na Naturreservat, ale taki w którym można spać pod namiotem maksymalnie przez dwie noce. Idealnie, więc zjeżdżamy ze szlaku.

Po drodze jeszcze zaliczamy punkt widokowy.

Po południu w tzw. oknie pogodowym bez deszczu robimy jedzenie na dwa dni, bo patrząc  na prognozę pogody jutro ma cały dzień lać, a nam, a w szczególności Korbie przyda się dłuższy odpoczynek. I jak się okazało była to słuszna decyzja.

Dalej jest zimno, ale już za to słonecznie i pięknie, więc wracamy na nasz kolejowy szlak.

Chyba wiosna 🙂

Nawet tunel się po drodze znalazł.

Szlak rowerowy po nasypie jest w całości asfaltowy, co jakiś czas mijamy małe miejscowości oferujące miejsca noclegowe no i sporo miejsc do odpoczynku.

Jest także informacja o budowie linii kolejowej.

W okolicy jest mnóstwo jezior i innych szlaków rowerowych i pieszych.

No i sporo bardzo fajnych miejscówek na nocleg, oczywiście większość to Naturreservat i nie we wszystkich można nocować.

Kładka przez bagna? No to jedziemy 🙂

Korba miała pecha. Zatrzymała się na skraju kładki, ale Wandy rower zatrzymać się nie chciał, a boczne sakwy zepchnęły ją do bagna.

Jak nie jeziora, to rzeka Holjean pokazuje nam swoje piękno.

Kolejne szlaki piesze.

A tam gdzie są szlaki piesze są miejsca do odpoczynku/noclegu.

Ruiny młyna przy rzece. No może nie takie ruiny.

Zjechaliśmy ze szlaku, przekroczyliśmy rzekę i jechaliśmy ścieżką wzdłuż niej, bo wszystkie znaki mówiły nam, że będzie warto. I było.

Choć nie było łatwo.

Dworzec w Jamshog.

Kilka km później jesteśmy w Olofstrom, skąd pojedziemy drogami na zachód, aby następnego dnia znaleźć kolejny szlak na starej linii kolejowej.

Jeszcze tylko obiad i drzemka na słońcu 🙂

Najpierw sporo górek po asfaltowych drogach, czego nie dało się odczuć na liniach kolejowych, a potem to samo już po szutrowych nawierzchniach.

Miejscówka (ideał) dla wędkarzy 🙂

Objeżdżamy jezioro Immeln i jedziemy na południe. Wieczorem meldujemy się w Breanas, by na cyplu za miejscowością poszukać wcześniej upatrzonego na mapie noclegu.

Miejscówek jak zwykle było kilka, wybraliśmy tą najbardziej osłoniętą od wiatru, bo wieczory i nocki były dość rześkie, że ciężko było korzystać z prysznica.

Kusiła miejscówka na cyplu, ale w zasadzie dobrze, że tu nie dotarliśmy, tym bardziej że od tej strony wiało.

Jedziemy do Immeln, gdzie wjedziemy na kolejny szlak.

Komentarze

komentarzy