Przez pagórkowate tereny wokół Bad Freienwalde

Kolejny raz wróciliśmy w te pagórkowate okolice Bad Freienwalde. No ale teren bardzo atrakcyjny, a zima nie ma tutaj zbyt wielu turystów, więc to dobry czas.

Pierwszy dzień na piechotę, od razu kierunek Schlossberg (76,6 m n.p.m.).

Wieża tym razem była zamknięta.

Korba podczas pieszych wędrówek ma zbyt wiele wolnego czasu, więc oprócz spaceru czeka mnie także zrobienie przynajmniej kilkudziesięciu przysiadów/skłonów po kijka 🙂

Dalej obraliśmy kierunek Teufelsee Kietze.

Generalnie oprócz zmęczenia się podczas spaceru, chcieliśmy także poszukać boczniaków, ot takie połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Na wzgórzach nie było (zbyt sucho) to może koło jeziora?

Obeszliśmy je dookoła, ale bez efektu.

Za to było duże żeremie bobrowe.

Poza tym spotykaliśmy spore ilości huby.

Jedno z napotkanym miejsc odpoczynkowych. Włóczyliśmy się po tych górkach robiąc kilkunastokilometrową pętlę. Niestety na koniec zaczęło porządnie dmuchać, do tego na zmianę padał śnieg z deszczem, choć więcej śniegu, więc przyspieszyliśmy kroku aby jak najszybciej dotrzeć do naszego vana.

Pojechaliśmy na miejsce noclegowe, parking nad Baasee i zaczęło się gotowanie. Makaron z pieczoną fetą i pomidorkami koktajlowymi na obiad, a deser po raz kolejny wjechały ciasteczka na cieście francuskim.

Te wiatraczki tak szybko rozeszły się po upieczeniu, że nawet nie zdążyłem zrobić zdjęcia, ale na drugą nóżkę poszły jeszcze do zrobienia zwykłe kieszonki z dżemikiem 🙂

W nocy napadało trochę śniegu, to nawet lepiej, bo przy tej pochmurnej pogodzie mimo wszystko było jakoś tak ładniej.

Przez Sonnenburg pojechaliśmy w kierunku Blums Hof.

Dalszy kierunek Biesdorf.

Po drodze odwiedziliśmy stary punkt widokowy. Trzeba powiedzieć że sporo w tym rejonie starej, chyba już dawno zapomnianej małej infrastruktury w postaci ławek itp rzeczy.

No wreszcie! Znalazły się nasze boczniaczki 🙂 Jedno powalone drzewo na zboczu pagórka i cała torba grzybów siedzi w bagażniku.

Przed Wriezen odbiliśmy w kierunku Altranft.

Kawałek szlaku idealnego dla „mikoli”, a w szczególności to miejsce przed nami z ławeczką przy drzewie. Siedzisz sobie, czytasz książkę i patrzysz na przejeżdżające pociągi 🙂

Niemcy to chyba lubią mieć wszystko zinwentaryzowane, policzone.

Stacja Altranft, jak widać lata jej świetności dawno minęły.

Przy Altranft jest kawałek szlaku prowadzącego przez starą kopalnię, ostało się trochę skał, oczywiście policzonych, no i powstało ciekawe miejsce do odpoczynku.

A to co? Ano także boczniaki. Bardzo rzadkie boczniaki pomarańczowo-żółte. Internety mówią, że raczej nie jadalne, to nie znaczy że trujące, ale nie jadalne.

Na koniec przyszły górki.

Po wycieczce idziemy do restauracji Waldschenke am Baasee. Świetne miejsce, bardzo klimatyczne wewnątrz jak i na zewnątrz, a przede wszystkim wiedzą tam jak zrobić dobre jedzenie. Smażone ziemniaczki z jajkiem i omlet jabłkowy, więc gorąco polecamy 🙂

Komentarze

komentarzy