Z Łoźnicy do domu, z przeprawą przez Zalew.

Podczas jednej z ostatnich wycieczek Wandzie wpadł do głowy pomysł, aby może w końcu wypróbować tą przeprawę przez zalew, a tu dzwoni Jacek i mówi, że jest taka wycieczka i mają dwa wolne miejsca. No to jedziemy 🙂
Ponieważ jesteśmy po ciężkiej nocy w pracy, a dystans ponad 100 km taczkowozem raczej nie wchodzi w grę, dojeżdżamy pociągiem do Łoźnicy, aby w Stepnicy spotkać się z ekipą. Na szczęście dojeżdżamy, bo na dworcu około 20 rowerzystów czekających na pociąg do Świnoujścia, ale podjechał podwójny skład i wszyscy się zmieścili 🙂

Zanim ruszymy w kierunku Stepnicy zajeżdżamy do Łoźnicy aby zobaczyć ruiny pałacu. No za wiele to się nie naoglądaliśmy.

Kolejna miejscowość to Budzieszewice i kolejny pałac, w części zamieszkały, a w części przerobiony na miejsce spotkań dla młodzieży.

Z tyłu znajduje się mały park z kilkoma zadbanymi alejkami i starym mostkiem nad Gowienicą.

Przejeżdżając obok Dzisnej zobaczyliśmy kościół szachulcowy.

A ponieważ akurat była msza udało nam się zajrzeć do środka. To taka drewniana perełka, pięknie zdobiona różnymi malowidłami.

Zresztą otoczenie kościoła równie ciekawe.

Odrestaurowany Młyn w Babigoszczy, a w zasadzie jeszcze w remoncie, ale już chyba na ukończeniu.

Potem przeprawiamy się przez S3, oj łatwo nie było bo sznur plażowiczów jechał nad morze. Za knajpą przy drodze jest początek nasypu starej linii wąskotorowej. Niestety pierwsza część to trakt pieszy przez chaszcze po nieściągniętych, choć na szczęście mocno zarośniętych podkładach kolejowych.

Po około km jest nieco lepiej, można jechać nasypem obok podkładów.

A dalej od granicy gminy Stepnica jest piękna droga szutrowa. Ale tak to jest jak dwie gminy nie potrafią się dogadać i inwestycję zrobi tylko jedna, budując drogę donikąd, która urywa się w środku lasu, żeby chociaż na jakimś zjeździe do jakiejś drogi leśnej, no ale nie.

Ponieważ zrobiło się dość późno lecimy ile wlezie za Alaską do Stepnicy.

Tam spotykamy Beatę, Jacka, Krzyśka i Janusza i dalej jedziemy do Kopic, gdzie jesteśmy umówieni na przeprawę.

Koszt przy 6 osobach to 20 zł za osobę i 10 zł za rower, czyli całkiem przystępnie. Ta przeprawa to super pomysł bo wracanie do domu w niedzielę wieczorem pociągiem z nad morza wsiadając gdzieś na trasie raczej graniczyłoby z cudem. No i przede wszystkim urozmaicenie wycieczki o krótki rejs wraz z ciekawymi opowieściami kapitana. W razie zainteresowania kontakt i więcej informacji znajdziecie na stronie: http://www.latarnik-kopice.pl (tel:693 060 712).

Pakujemy taczkowóz i w drogę.

Nawet my się załapaliśmy na zdjęcie 🙂

Ekipa (w zasadzie tylko część) Browaru Svijany.

Jacek postanowił spróbować sił na taczkowozie. Źle mu nie życzę, ale jak Beacie się spodoba i się przyzwyczai, to marny jego los 😉

Dalej asfaltem w kierunku Zalesia.

A potem lasami na Bartoszewo.

Ponieważ Alaska jak zwykle zaliczała wszystkie błota i kałuże, na koniec trzeba było ją wykąpać w czymś normalnym 🙂

A mogliśmy cały dzień spać po ciężkiej sobocie w pracy.

Dzięki za wycieczkę i do zobaczenia 🙂

Komentarze

komentarzy