Na fiszbułę i na grzyby

W niedziele planowaliśmy, znaczy się Wanda planowała pojechać na grzyby. Ale skoro Krzysiek vel Monter zapodał pomysł o wycieczce na ostatnią fiszbułkę w tym sezonie to postanowiliśmy, znaczy się ja postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym.

Po wpół przespanej nocy z powodu pracy pojechaliśmy autem do Nowego Warpna by od tamtej strony udać się do Rieth, licząc na to że spotkamy tam chłopaków. No i spotkaliśmy. Na drugiej ławce przy drodze rowerowej prowadzącej do granicy, jakby normalnie czekali na nas 🙂

Widok z podwórka knajpki na Nowe Warpno. Trochę sobie pogadaliśmy i ruszyliśmy dalej, chłopaki w drogę powrotną do domu, a my w miejsce gdzie będziemy szukać grzybów.

Jeszcze tylko udało nam się namówić Misiacza żeby pojechał ze wszystkimi a nie samemu po szlaku kolejki, po czym sami czmychnęliśmy do lasu na grzybki 🙂

Mamy wrażenie, że Alaska takie grzybowe wycieczki to lubi najbardziej, bo ma wtedy nieco więcej czasu dla siebie.

Wanda szukała grzybów, a ja jak zwykle bawiłem się aparatem 😉

Szału nie było więc postanowiliśmy przedrzeć się na polską stronę, chyba mniej więcej w miejscu, gdzie kiedyś Krzysiek budował przeprawę. Na jakiś badyl był tam przerzucony przez tą śmierdzącą wodę, ale postanowiliśmy zawrócić i wrócić do szlaku kolejki drogami którymi jeszcze nie jechaliśmy.

A przy samej granicy jest niczym w Rezerwacie Przyrody Karsiborskie Paprocie 🙂

W okolicy można także spotkać wrzosy.

Po drodze wpadło kilka Borowików i cała banda Maślaków Zwyczajnych. No ale najwięcej to w lesie było jednak pająków 😉

Hmmm, a co tutaj się stało?

Kto wie jakiego ptaszka to piórka?

I jeszcze jedna zagadka na którą trafiliśmy przy szlaku po kolejce. Co to jest?

Wystaje z ziemi, ale wyciągnąć go nie można bo haczy o korzenie albo o jakąś skrzynkę do której jest przymocowane.

A potem już tylko do domu na obiad. Pyszny makaronik w sosie grzybowym 🙂

Komentarze

komentarzy