Boitzenburg i okolice

Wycieczka z cyklu na jarmark świąteczny do Boitzenburga, aby znowu odwiedzić znajdującą się tam fabrykę czekolady, a przy okazji pojeździć po okolicznych terenach.

Zaczynamy jak zwykle od rundy wokół pałacu.

Następnie ruszamy na czerwony szlak, pieszy 🙂

Przekroczenie tej oblodzonej kładki nie było łatwe.

Jedynie Alaska była innego zdania.

Tereny wokół Boitzenburga są mocno pagórkowate.

Raz w górę, raz w dół.

Na szczęście błota było dużo mniej niż na naszych ostatnich wycieczkach.

Widok na jezioro Krienkowsee.

Jedziemy do Warthe, gdzie będziemy mieli nawrotkę w kierunku Boitzenburga.

Wanda myślała, że jedzie na niemieckie asfalciki i troszkę była zawiedziona 😉

A co to, coca-cola?

Z nielicznych kałuż i błota najbardziej zadowolona była jak zwykle Alaska.

Jeszcze krótkie zetknięcie z zimą.

Do Warthe dojeżdżamy ścieżką od północnej strony jeziora Grosser Warthesee. Fajny track, ale chyba jednak na rower z nieco grubszymi oponami 🙂

W Warthe wjeżdżamy na nasyp kolejowy i Wanda ma swoje niemieckie asfalciki. Jazda po asfalcie różni się także tym że od razu trzeba się ubrać, bo jedzie się dużo lżej i szybciej. Dlatego ja wolę drogi leśne, a zwłaszcza zimą 🙂

Trasą po linii kolejowej docieramy do Hardenbeck, miejsca w którym już kilka razy byliśmy, ale jeszcze nigdy nie przyjechaliśmy od tej strony.

Fajnie zorganizowane miejsce odpoczynku w iście kolejowym klimacie.

Hardenbeck mijamy bokiem drogami gruntowymi, a potem piękną aleją wracamy na asfalt prowadzący do Boitzenburga.

Na wjeździe do miasta ponad drzewami góruje wieża kościoła.

Trochę sobie pojeździliśmy, nieco zmęczyliśmy Alaskę, na koniec jeszcze tylko wizyta na jarmarku w fabryce czekolady i jedziemy do domu przez jeszcze jeden jarmark w Prenzlau. Niemieckie jarmarki różnią się od naszych tym, że można dobrze zjeść, za niewielkie pieniądze, a u nas często jest zupełnie odwrotnie. A szkoda.

Komentarze

komentarzy