Z Koszalina nad j. Rosnowskie

Koszalin nawiedziła koleżanka Natalia z Warszawy, więc była okazja się z nią spotkać, jak i z pozostałymi koszaliniakami, których dawno nie wiedzieliśmy. W piątek więc nieco imprezowaliśmy, a w sobotę świtem koło południa ruszyliśmy ze Zbyszkiem nad j. Rosnowskie, gdzie był plan zrobić ognisko. Reszta bandy miała dojechać autami.

Od rana na chodnikach i drogach rowerowych szklaneczka, więc dla bezpieczeństwa zdarzało nam się z nich uciekać na ulice. No cóż, jak widać piesi nie tylko w Szczecinie mają jak zwykle przerąbane.

Dopiero jak wyjechaliśmy za Raduszkę na polne drogi zrobiło się normalnie, choć przy tym wietrze i minusowej temperaturze wcale nie było normalnie. Nic dziwnego, że nikt więcej nie zdecydował się na rowery 😉

Ale jak już wjechaliśmy do lasu, to było już dobrze.

Wąskotorówka do Rosnowa.

Czerwony rowerowy szlak. Przejechaliśmy przez tory, Dzierżęcinkę i dalej kierowaliśmy się na Zacisze.

Już po zmroku docieramy nad jezioro gdzie był już Grzesiek, ale bez zapałek, nikt nie wie dlaczego spodziewał się, że wszyscy dotrą o czasie. Ekipa stawiła się niemal w komplecie, jedynie Kierownik Ptaku znalazł powód aby się wymigać. Rankiem znowu ognisko, bo robienie śniadania w takich warunkach to prawdziwy komfort. Tym razem nieco przesadziliśmy z ilością ryżu i owoców, więc niemal zaczęło nam się ulewać.

A Wanda wymyśliła jeszcze grzanki, które furorę zrobiły poprzedniego dnia na ognisku. Chlebek wypchany serem i warzywami wkładamy to tostera.

A następnie włączamy toster, znaczy się wkładamy go do piekarnika.

Ruszając z powrotem do Koszalina zaczynamy od zwiedzania. No to najpierw lasami udajemy się w kierunku Mostowa i dalej nad Morskie Oko.

Jeziorko jak jeziorko, ale za to z bardzo czystą wodą.

Dalej kierunek Koszalin przez Wyszebórz.

Mamy, ziemniaki, cebulę, czosnek…

i nowy zakup w postaci tarki Fiskarsa.

No to czas na pierwsze placki na wyjeździe. W zasadzie nie jestem fanem placków, ale wiadomo na wycieczce wszystko smakuje lepiej, więc na wszelki wypadek zrobiliśmy większą porcję.

No więc tak, placki można spokojnie zrobić z żeliwnym tosterze i to bez używania oleju.

Albo na patelni w sposób tradycyjny.

Nie będąc skromny powiem, że były wyborne.

Jezioro Skocznia. W zasadzie sporo mijaliśmy dzisiejszego dnia jezior po drodze.

Na wyjeździe z Wyszeborza uwagę zwrócił dom mieszkającego tam artysty. A w zasadzie składzik znajdujący się przy drodze.

Za Wyszeborzem pojechaliśmy do Lubiatowa, ale przez jezioro Policko, co by się jeszcze nieco zmęczyć na rozchodne.

A potem było już tylko ciemno, nasz pociąg o 15:28 pojechał bez nas, a my na ten o 20:01 koczowaliśmy na Wyspiańskiego u Zbyszka zajadając się Sushi. Przy czym powstał pewien plan, aby w ramach jeszcze większego urozmaicenia naszej wyjazdowej kuchni, atrakcją wieczoru podczas wyjazdu sylwestrowego było właśnie Sushi, oczywiście własnoręcznie zrobione 🙂
Nie będzie łatwo, ale co, że my nie damy rady?

Komentarze

komentarzy