Południoworoztoczański Park Krajobrazowy

To według prognozy pogody miał być deszczowy dzień, mocno deszczowy. Nad ranem rzeczywiście mocno popadało, ale jeszcze przed południem korzystając z dziury pomiędzy chmurami postanowiliśmy się wyrwać, aby… pojechać na obiad do Kresowej Osady, tym bardziej, że była niedziela a to był jedyny dzień w tygodniu kiedy była otwarta.

Po drodze do Baszni Dolnej krótka wizyta w Lubaczowie.

W Baszni Dolnej wybudowano miejsce przyjazne dla rowerzystów, aby mogli jadąc dalej pociągiem zostawić tu swoje rowery. Ale czemu zrobili to około 100 metrów od budynku dworca??? Sto lat panowania, a i tak znowu nie wyszło 😉

W końcu dojechaliśmy do Kresowej Osady gdzie brzuszki można napełnić do syta bardzo dobrym jedzonkiem i jeszcze trochę wziąć na wynos, a przy okazji przeczekać kolejne deszczowe chmury 🙂

Krótkie zwiedzanie i póki nie pada jedziemy dalej w kierunku Horyńca Zdrój.

Wanda wynalazła po drodze jakąś stara linię kolejową, więc pojechaliśmy jeszcze poszukać rampy kolejowej Kaplisze.

Do miejsca w którym powinna być próbowaliśmy dojechać z dwóch stron, ale bez efektu, teren mocno zarósł a przedzierać się przez to kleszczowisko ochoty nie mieliśmy.

Teren południowego Roztocza, to kraina przydrożnych krzyży, których jest tutaj bardzo dużo.

Pod wieczór znowu nadciągają ciemne chmury, więc nocujemy w pobliżu Wólki Horynieckiej.

Następnego dnia jest już dużo przyjemniej.

Jest nawet aż nad przyjemnie, że jedziemy nad zalew przy Radrużce, aby przede wszystkim wykąpać Korbę.

Horyniec Zdrój, park zdrojowy. Tej „pysznej wody o zapachu zgniłego jajka” nawet Korba nie chciała spróbować.

Dalej niebieskim szlakiem pieszym w Kierunku Podemszczyzny. Na wyjeździe z miejscowości można spotkać ruiny dzwonnicy oraz taki oto krzyż.

Kawałek dalej warty zobaczenia dawny cmentarz ukraiński, grecko-katolicki.

Na kolejny pomnik wolności trafiamy w Nowym Bruśnie.

Cerkiew z 1676 r. pw. Męczennicy Paraskewy w Nowym Bruśnie.

Korzystając z sezonu szparagowego nie odmawiamy sobie swoich własnych pysznych obiadków.

Kolejna atrakcja, którą należy zobaczyć to Cmentarz w Starym Bruśnie.

Od ostatniego razu jak tu byliśmy nic się nie zmienił i dalej robi niesamowite wrażenie.

Jadąc dalej niebieskim szlakiem idącym razem z GreenVelo zjeżdżamy do Wodospadu Polanka.

Dalej mieliśmy w planach skróty, ale z racji tego, że wielu dróg po prostu nie było, to trzymaliśmy się tych lepszych 🙂

Po zatoczeniu niezłej pętli meldujemy się w kamieniołomie Brusno.

A potem szybki, a nawet bardzo szybki zjazd asfaltem do Nowin Horynieckich. Na wyjeździe kolejna kapliczka.

Kawałek dalej cmentarz wojenny, albo raczej duże pokrzywowisko.

Zjeżdżamy do kaplicy pw. Matki Bożej Nowiny.

Miejsce do odprawiania mszy polowych.

Nabraliśmy leczniczej wody z miejscowego źródełka i pojechaliśmy do Świątyni Słońca, aby poszukać tam cichego miejsca na nocleg. I to był dobry pomysł, bo prowadzi tam jedynie wąska ścieżka, którą nie da dojechać się samochodem, a to nam w zupełności wystarcza.

Rano dzień jak co dzień, czyli ładowanie akumulatorów na słońcu.

Do ruin nie dotarliśmy, więc postanowiliśmy poszukać kapliczki na bagnach.

Droga nie była łatwa, w zasadzie przez pewien czas można powiedzieć, że jej nie było, ale za to były bagna przez które przeszliśmy. Jednakże po dłuższych poszukiwaniach straciliśmy nadzieję. Za to po powrocie na drogę zatrzymali nas pogranicznicy, którzy akurat szukali rowerów z takimi oponami jak nasze, bo znaleźli nasze ślady w pobliżu granicy. Więc po wyjaśnieniu co robiliśmy powiedzieli nam jak do niej trafić 🙂 ale to już następnym razem.

Dalej pojechaliśmy na Moczary by przebić się do m. Prusie, co nam odradzili ze względu na zły stan drogi. A że pojechali w naszym kierunku, to tym razem my jadąc po ich śladach dojechaliśmy do Werchraty, gdzie mają swoją siedzibę i dalej do cerkwi w Prusiach z 1887 r.

 

Kolejny przystanek to Siedliska.

Najpierw był obraz na drzewie – kapliczka nadrzewna Matki Boskiej.

Potem Kaplica na wodzie.

Kaplica nad źródłem.

I cmentarz parafialny.

A na koniec skamieniały las.

Zwiedzając wszystkie okoliczne cerkwie postanowiliśmy także zobaczyć tą w Hrebennem.

Cerkiew pw. Świętego Mikołaja. W zasadzie z zewnątrz, wszystkie są do siebie bardzo podobne, a do środka i tak wejść nie można, więc może starczy ich już? 😉

Najlepsze miejsce na gotowanie obiadu? Może być na przykład drewniany most.

I znowu zapomniany cmentarz w środku lasu.

Dalej jak burza przejechaliśmy przez Lubyczę Królewską i udaliśmy się do ruin cerkwi grecko-katolickiej pw. św. Paraskewii w Kniaziach.

Cerkiew otoczona jest starymi nagrobkami.

Gdzieniegdzie można jeszcze dojrzeć stare zdobienia.

Ruiny dzwonnicy.

Trzymając się niebieskiego szlaku dostaliśmy nieźle w tyłek na piaszczystych drogach, a do tego nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego miejsca na nocleg.

Zmieniliśmy szlak na zielony i wieczorem zwiedzamy jeszcze ruiny pustelni bł. Brata Alberta.

Kawałek dalej mieści się cmentarz i ruiny zespołu klasztornego w Monasterzu.

Natomiast nieco dalej upragniona łączka na nocleg 🙂

Trzeba powiedzieć, że to zwiedzanie wszystkich kapliczek, krzyży, cerkwi i cmentarzy mimo ich niezwykłych walorów i historii jaką opowiadają bywa dość żmudne. Czas popatrzeć znowu na jakieś widoki 🙂

Komentarze

komentarzy