Okolice Świdwina i pokazy lotnicze

Celem wycieczki był Piknik Lotniczy w Świdwinie. Wanda z Wojtkiem wyruszyli nieco wcześniej, a ja po pracy dojechałem pociągiem z Korbą do Lesiecina i dalej już na rowerze na spotkanie z nimi. Ładna pogoda sprawiła, że zaczęliśmy od kąpieli Korby. Aj patyczek schował się pod wodą…

Ale już się znalazł! Trzeba by ją jeszcze nauczyć łapać ryby 😉

No to pierwsze kroki do Lesięcinka, gdzie znajdują się ruiny młyna i nieco uregulowana Brzeźnicka Węgorza. Gdy byliśmy tam zimą ścieżka która tam prowadzi od strony Lesięcina była normalnie przechodzona, teraz to już tylko pokrzywy.

Obawiałem się tej części przeprawy, ale okazała się banalnie prosta.

Dalej lasami w kierunku Bonina gdzie już czekała na mnie Wanda z Grelusem.

Kościół w miejscowości Wysiedle.

 

No cóż, czasami nie było lekko.

Dalej przez Suliszeiwce i Grabowo do Tarnowa. Młyn nad Starą Regą, gdzie terminy na ślub zajęte są z przynajmniej dwuletnim wyprzedzeniem. A co do ślubu, to akurat zjeżdżali się jacyś goście, więc można by mając takiego Bullita zrobić wymyślną bramę, już widziałem te kawałki ciasta jako wykup ale ta dwójka malkontentów nie chciała za długo na nich czekać…

Bo wiata przystankowa też może wyglądać fajnie 🙂

Miejsce noclegowe w pobliżu Świdwina nad Regą, przy nasypie kolejowym. Zaraz po nas przyjeżdża jeszcze Grzesiek zwany Zygmuntem.

Rankiem ruszamy na Lotnisko, był pól dnia spędzić z głową zadartą do góry. Był pokaz gaszenia pożaru z powietrza, choć nie do końca udany.

Nad głowami szalały małe awionetki.

No i przede wszystkim przyszedł czas na myśliwce. Startują SU 22.

Kolejny pokaz gaśniczy.

XA 41.

MIG 29.

Te dwa dały naprawdę wart zobaczenia pokaz.

Grelusowi zaczęła się kończyć tylna opona, dętka mu już bokiem zaczęła wychodzić więc żeby nie kusić losu robi zamianę opon… na uszkodzoną dajemy od spodu specjalną łatkę i znając Grelusa pewnie jeszcze kilka lat pohula 🙂

W poszukiwaniu jedzenia w Świdwinie, co przy takiej imprezie pod nosem wcale nie jest takie proste.

Stary Przybysław, ta czerwona dwururka z przodu, to by się jeszcze nadawała do jazdy 🙂

Pałac w Oparznie.

I jakieś tajemnicze pozostałości po… no właśnie nie wiemy czym.

Jest tu też ścieżka edukacyjna nad jeziorem.

No ale, że mamy już wieczór za pasem jedziemy szukać noclegu nad jeziorem Klępsko.

Po drodze jeszcze malinowa uczta w ramach podwieczorku.

Jedyne możliwe miejsce na nocleg czyli punkt czerpania wody nad jeziorem Klępsko był już zajęty, więc odbiliśmy na skraj lasu.

Wyglądają, jakby sobie zawody urządzili 🙂

Starogard, ruiny pałacu.

Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Radziecki pomnik.

Jeszcze tylko jedziemy zobaczyć budynek dworcowy i dalej w drogę.

Kierunek Łagiewniki. Kąpiel w Redze na miejscu odpoczynkowym gdzie ostatnio byliśmy na kajakach.

I dalej szutrem wzdłuż Regi do drogi 147.

Jezioro Karwie koło Karwowa.

Czyli czas na obiad. Ostatnio, trzeci raz z rzędu jemy makaron pommodoro fresco. Do ugotowanego makaronu dodajemy pesto i wrzucamy na patelnie do wcześniej podsmażonego czosnku z pomidorami, sól, pieprz, przyprawy, a na koniec jeszcze ser i gotowe 🙂

Dalej kawałek po drodze 147 i zjeżdżamy do lasu na drogę z płyt i jedziemy doliną Regi.

I kończymy naszą przygodę na dworcu w Łobzie.

Takie urozmaicenie wycieczki pokazami lotniczymi to całkiem fajna rzecz.

Komentarze

komentarzy